Koniec ery: które systemy AI wyeliminował AI Act w Polsce?
Sierpień 2026. Dla wielu firm to data, która zmieniła wszystko. AI Act uderzył bez ostrzeżenia. Nie chodzi o kary, nie o nowe obowiązki. Chodzi o to, że pewnych systemów po prostu nie ma. Zniknęły z rynku jak kamfora.
Które konkretnie?
Druga grupa to systemy biometrycznej kategoryzacji w miejscach publicznych. Kamery, które na podstawie chodu czy gestów miały określać płeć, wiek, a nawet preferencje seksualne. To nie science fiction. To działało. Do lipca 2026. Teraz to tylko wspomnienie.
I tu dochodzimy do sedna. Trzecia kategoria to systemy wykorzystujące podatności. AI, które żeruje na słabych punktach ludzi. Dzieci, seniorów, osób w kryzysie. Moim zdaniem to najważniejsza zmiana. Bo bez AI Act te narzędzia dalej by prosperowały. Nie zawsze. Dziś ich nie ma.
Systemy rozpoznawania emocji w miejscu pracy i szkołach, pierwsze ofiary
AI Act uderza w te narzędzia bez ostrzeżenia. I dobrze. Bo czy ktoś naprawdę myślał, że maszyna odczyta twoje emocje lepiej niż człowiek? To czysta sci-fi ubrana w korporacyjny garnitur. Unia uznała takie systemy za niedopuszczalne ryzyko. W szkołach weryfikacja skupienia uczniów przez kamerę? Koniec. W firmach analiza sentymentu w rozmowach z klientami? Wyłączone. Moim zdaniem to jedna z najzdrowszych decyzji regulacyjnych. Systemy te działały jak cyfrowe oszustwo. Dawały złudzenie obiektywizmu, a w rzeczywistości wzmacniały uprzedzenia. Problem w tym, że wiele polskich firm kupiło te rozwiązania z zachodnich startupów. Teraz mają licencje, które są warte tyle co papier, na którym je wydrukowano. Niektórzy próbują ratować sytuację, przepisując algorytmy na analizę głosu. Tylko że diabeł tkwi w szczegółach. Nowe przepisy są szczelne. Obejmują każdą formę wnioskowania o stanie emocjonalnym. Trudno powiedzieć, ile dokładnie systemów zniknęło z polskiego rynku w sierpniu. Szacunki mówią o kilkudziesięciu. Ale prawdziwa skala ujawni się dopiero za kilka miesięcy. Większość firm po prostu wyłączyła funkcje i czeka. Liczy, że nikt nie sprawdzi. Mylne założenie.Kategoryzacja biometryczna obywateli, zakazane algorytmy w Polsce
Od sierpnia w Polsce zakazane jest stosowanie algorytmów, które kategoryzują ludzi według rasy, płci, wieku czy stanu emocjonalnego. Brzmi prosto. Tylko że diabeł tkwi w szczegółach. Zakaz obejmuje systemy, które na podstawie biometrii wnioskują o cechach wrażliwych. Ale co z tymi, które tego nie robią wprost? Moim zdaniem to jest słaby punkt nowych przepisów. Ustawodawca zabił smoka, ale zostawił ogon. Systemy do rozpoznawania twarzy w miejscach publicznych? One też muszą zniknąć. Chyba że chodzi o ściganie poważnych przestępstw i jest zgoda sądu. W praktyce oznacza to, że kamery w galeriach handlowych, na dworcach czy stadionach przestaną analizować twoją twarz w czasie rzeczywistym. Nie zawsze. Trudno powiedzieć. Ale na pewno ich użycie zostanie mocno ograniczone. Mało brakuje, a wrócilibyśmy do czasów, gdy monitoring służył tylko do nagrywania, a nie do profilowania.Social scoring od firm ubezpieczeniowych i banków, koniec praktyk
Teraz to się kończy. AI Act wchodzi w życie. I uderza w social scoring jak młot. Żadnych więcej algorytmów, które oceniają cię po tym, co piszesz na Twitterze. Żadnych systemów bankowych analizujących twoje zdjęcia z wakacji. Żadnych ubezpieczycieli podnoszących składkę bo „profil ryzyka społecznego” jest zbyt wysoki. Mylne założenie? Że da się to obejść. Komisja Europejska postawiła sprawę jasno. Systemy scoringu behawioralnego są zakazane. Kropka. Firmy mają 6 miesięcy na wyłączenie takich algorytmów. W Polsce NASK dostał nowe uprawnienia. Będą sprawdzać. Bez zapowiedzi. Wpadka? Kary idą w miliony euro. Co to znaczy w praktyce? Bank musi ci powiedzieć, dlaczego odmówił. I to nie byle jakie „ryzyko kredytowe”. Konkretnie. Na piśmie. Bez ogólników. Ubezpieczyciel nie może podnieść składki bo „analiza profilu społecznego” coś tam sugeruje. Mało brakuje do całkowitego wyeliminowania tych praktyk. Ale będzie ciężko. Dlaczego? Bo banki i ubezpieczyciele nie oddadzą takiego narzędzia bez walki. Już słychać głosy, że to ograniczy im możliwość oceny ryzyka. Cóż. Moim zdaniem to świetnie. Ryzyko ocenia się po faktach, a nie po tym, co ktoś polubił na Facebooku.Na co uważać: systemy predykcyjne wobec jednostek, które musiały zniknąć
Sierpień 2026 to moment, w którym algorytmy przestały nas oceniać. Przynajmniej te najgorsze. Systemy predykcyjne, które kategoryzowały ludzi jak towary na półce, dostały czerwoną kartkę. AI Act wylądował z pięścią na stole. Systemy, które nie potrafiły wytłumaczyć swojej decyzji, musiały zniknąć. Te, które dyskryminowały ludzi ze względu na miejsce zamieszkania, status majątkowy czy płeć. Szacowano, że nawet 30% takich rozwiązań w Polsce nie przeszło testu zgodności. Co konkretnie wyparowało? Algorytmy scoringowe w bankach, które odrzucały wnioski kredytowe bez podania przyczyny. Systemy rekrutacyjne, które odsiewały kandydatów według tajemniczych kryteriów. Narzędzia do oceny zdolności kredytowej oparte na profilowaniu behawioralnym. Moim zdaniem to za mało. Wiem, że zabrzmi to kontrowersyjnie. Ale usunięcie algorytmów to nie rozwiązanie problemu. To tylko przesunięcie go w inne miejsce. Firmy szybko znajdą sposoby na obejście przepisów. Już widzę pierwsze ruchy: systemy, które niby nie oceniają jednostek, tylko zbierają dane dla "celów statystycznych". A potem te dane trafiają do innej skrzynki. I tu zaczyna się problem. Bo jeśli chcesz zrozumieć, jak to działa w praktyce, musisz spojrzeć na całość zagadnienia. W głównym artykule na ten temat znajdziesz szczegóły techniczne i prawne. Ja powiem krótko: uważaj na systemy, które obiecują przewidywanie. Obiecują za dużo. I zwykle kończy się to tak, że to ty jesteś tym przewidywanym.KIEDY systemy AI nadal działają. wyjątki i alternatywy dla zakazanych narzędzi
Zakazane nie znaczy martwe. Sierpień 2026 wyciął z rynku konkretne systemy, ale nie całą sztuczną inteligencję. Są wyjątki. I to całkiem spore.
Po pierwsze: badania naukowe i rozwój. Jeśli pracujesz w akredytowanym laboratorium albo na uczelni, możesz testować narzędzia, które dla zwykłego Kowalskiego są już nielegalne. Warunek? Zgłosisz to do urzędu. Bez papierka ani rusz.
Po drugie: bezpieczeństwo narodowe. Wojsko, służby, krytyczna infrastruktura. Dla nich przepisy są jak sito. Systemy do monitorowania granic czy wykrywania zagrożeń działają dalej. Brzmi niesprawiedliwie? Może. Ale czy wolisz, żeby terroryści mieli AI, a nasi nie?
To jest właśnie clou. Zakaz nie zabija innowacji. Przekierowuje ją. Zamiast płacić za gotowca od wielkich korporacji, ludzie kombinują sami. Mało brakuje, a małe rozwiązania zdominują rynek.
Moim zdaniem to zdrowy odruch. Lepiej mieć przeciętne narzędzie, które jest twoje, niż genialne, które należy do kogoś innego. Zwłaszcza gdy ten ktoś zbiera twoje dane i sprzedaje je dalej.
Alternatywy? Modele lokalne. Chmury europejskie z certyfikatem. Systemy transparentne, które możesz prześwietlić jak starą lampę na targu staroci. Nie działają idealnie. Ale działają. I nikt ci ich nie zabierze.
Jeśli chcesz zrozumieć, jak dokładnie te wyjątki układają się w całość, polecam szerszy kontekst tego tematu. Bo diabeł tkwi w szczegółach. A tych w przepisach nie brakuje.
Komentarze (0)
Dodaj komentarz