Rachunek za transformację: 680 mld zł do 2030 roku
Słyszałeś tę liczbę? 680 miliardów złotych. Tyle według rządowych wyliczeń ma kosztować Polskę Zielony Ład do 2030 roku. Brzmi abstrakcyjnie? Bo takie jest. Przeliczmy to na coś konkretnego.
To więcej niż cały budżet państwa w 2024 roku. Prawie dwa razy tyle. I mówimy tylko o kosztach bezpośrednich. Kosztach, które spadną na firmy, samorządy i ciebie. Pytanie retoryczne: kto za to zapłaci?
Moim zdaniem to właśnie jest największe kłamstwo Zielonego Ładu. Mówi się o miliardach jako o abstrakcyjnych cyferkach w excelu. A one zamieniają się w konkretne rachunki dla Kowalskiego. Wyższe ceny energii. Droższe paliwo. Koszty modernizacji domów. Wszystko to spływa na nas.
I nie mówię, że cel jest zły. Ochrona klimatu? Tak. Nowe technologie? Tak. Tylko że droga do nich wyłożona jest naszymi pieniędzmi. A tych w portfelach nie przybywa.
Koszty, które już ponosimy: ceny energii i upadki firm
Mówimy o Zielonym Ładzie jak o odległej perspektywie. Cóż. On już uderza w nasze portfele każdego miesiąca. Ceny energii elektrycznej w Polsce wzrosły od 2021 roku o ponad 70 procent. To nie są prognozy. To fakt.
Z mojego doświadczenia wynika, że największym problemem nie są same normy emisyjne, ale chaos w ich wdrażaniu. Firmy dostają nowe wymagania, inwestują miliony, a po roku okazuje się, że przepisy zmieniono. To nie wina Brukseli. To wina naszych polityków, którzy nie potrafią negocjować.
Brzmi prosto. A prawda jest taka, że w 2025 roku w Polsce zbankrutowało o 23 procent więcej firm niż rok wcześniej. Wśród nich dominują małe i średnie przedsiębiorstwa przemysłowe. Te, które naprawdę tworzyły miejsca pracy poza wielkimi miastami.
Kropla drąży skałę. Każda podwyżka ceny prądu, każde nowe sprawozdanie środowiskowe, każdy audyt energetyczny. To wszystko kosztuje. I to wszystko płaci polski przedsiębiorca. A potem płacimy my wszyscy przez wyższe ceny produktów.
Kto na tym zyskuje? Na pewno nie Kowalski.
Na co uważać: ukryte opłaty i biurokracja z Brukseli
Słyszałem to już tyle razy. „Zielony Ład to szansa, nie koszt”. Bzdura. Szansa dla kogo? Dla urzędników, którzy piszą kolejne raporty. Dla firm konsultingowych, które sprzedają rozwiązania, jakich nikt nie potrzebuje. A polski przedsiębiorca? On dostaje kolejny formularz do wypełnienia.
Ile to kosztuje? Nikt nie policzy. Bo nikt nie wie. Każdy raport to tysiąc złotych. Każde pozwolenie to kolejne trzy miesiące czekania. Mało brakuje, a firmy zaczną płacić za powietrze, którym oddychają. Moim zdaniem ta polityka jest oderwana od rzeczywistości. Unia mówi o sprawiedliwej transformacji. Ale sprawiedliwość kończy się tam, gdzie zaczyna się formularz.
Diabeł tkwi w szczegółach. W tym przypadku w tych małych opłatach, które sumują się w miliony. A potem dziwimy się, że polskie firmy przenoszą produkcję do Chin.
Kiedy nie opłaca się płacić: alternatywy dla Polski
Moim zdaniem największym mitem Zielonego Ładu jest przekonanie, że nie mamy wyboru. Że Bruksela dyktuje, a my płacimy. To wygodne myślenie. Ale nieprawdziwe.
Polska ma kilka realnych dróg. Negocjacje to podstawa. Można wywalczyć okresy przejściowe. Można uderzyć w mechanizmy kompensacyjne. Węgry i Rumunia już to zrobiły. I dostały więcej czasu. Dlaczego my mamy być grzeczni?
A co z polskim atomem? To nie jest tylko kwestia energii. To nasza karta przetargowa. Jeśli pokażemy konkretny plan inwestycyjny, Bruksela może odpuścić w innych obszarach. Mało brakuje, żebyśmy stracili tę szansę.
Więcej o tym, jak Bruksela traktuje polskie interesy, znajdziesz w
szerszym kontekście. Tylko że bez względu na strategię jedno jest pewne. Siedzenie z założonymi rękami to najgorsze wyjście. Kropla drąży skałę. Polska musi zacząć drążyć. I to już.
Komentarze (0)
Dodaj komentarz